Kobiety Niepodległości

o ochotniczkach w Polskiej Organizacji Wojskowej

 

Wyszkolone i wykształcone. Wywiadowczynie, kurierki i instruktorki. Sanitariuszki i konstruktorki bomb. Odważne do granic. Lojalne do końca. Opanowane i oddane. Ochotniczki z oddziałów żeńskich POW. Konspiratorki z oddziałów lotnych. Wypróbowane w boju. Rosyjski publicysta czasów powstania styczniowego Mikołaj Berg pisał, że „kobieta polska jest wiecznym nieuległym i niewyleczonym spiskowcem”.

W niepodległej Rzeczypospolitej były elitą. Lekarki, publicystki, nauczycielki i artystki. Zasiadały w sejmie i senacie. Ideowe. Stały się wzorem dla konspiratorek z AK i dziewczyn z oddziałów powstańczych Warszawy.

Zanim jednak rozpoczniemy opowieść o bohaterkach z POW cofnijmy się o kilka lat wcześniej. Pod koniec 1911 r. zapadła decyzja o przyjmowaniu kobiet do Związku Strzeleckiego. Dla ochotniczek we Lwowie, Krakowie i Wieliczce organizuje się szkolenia wojskowe. Jeszcze wcześniej kobiety działają w Organizacji Bojowej PPS. I tutaj wykazują się ogromnym poświęceniem, ideowością i wolą walki ponad wszystko. Ramię w ramię z mężczyznami biorą udział w zamachach i „eksach”, tj. akcjach ekspropriacyjnych  będących niczym innym jak „przywłaszczeniem” mienia państwowego na poczet działalności organizacji. Szmuglowały broń i bibułę.

To wtedy dochodzi do przełamania społecznego stereotypu dotyczącego bezpośredniego udziału kobiet z walce, czego konsekwencją było ich masowe zaangażowanie w konspirację w czasie II wojny światowej w strukturach SZP-ZWZ-AK.

 

 

 

Każda kobieta to szpieg

W strukturach POW można doszukać się wielu kobiet. Pełniły wiele ważnych i odpowiedzialnych funkcji. Ich praca polegała na przygotowaniu do służby w regularnej armii, udziale w akcjach specjalnych prowadzonych przez oddziały lotne POW. Działały w propagandzie kolportując organizacyjne wydawnictwa i ulotki, prowadziły działalność wywiadowczą i odpowiadały za łączność oraz obsługę magazynów z bronią i materiałami wybuchowymi.

Były świetnymi wywiadowcami. Potrafiły przewieźć przez granicę plik dokumentów, przemycić broń. Potrafiły zmylić agentów carskiej ochrany. Umiały zdetonować bombę, podpalić więzienie i to na oczach strażników oraz uciec pod gradem kul. Tak jak poprzedniczki z OB PPS uczestniczyły w „eksach”, napadając na urzędy pocztowe i zagarniając pokaźne sumy przeznaczane potem na cele POW.

Wszystkie pochodziły z dobrych rodzin, co znaczyło tyle, że z inteligenckich o tradycjach niepodległościowych. Wszystkie był wykształcone. Te starsze, jeszcze przed wybuchem I wojny zdążyły zaliczyć kilka semestrów na wyższych uczelniach. Młodsze, kończyły studia już w niepodległym kraju. Najczęściej wybierały Uniwersytet Jagielloński, Jana Kazimierza we Lwowie nierzadko Politechnikę. Panny i mężatki. Kilkunastoletnie ochotniczki i starsze już panie. Większość z nich zanim wstąpiła do POW działała w Związku Strzeleckim, Związku Walki Czynnej i innych niepodległościowych organizacjach. Większość z nich pracowała społecznie i udzielała charytatywnie.

Wielokrotnie odznaczane Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Zasługi i tym najważniejszym wojennym orderem – Virtuti Militari.

Kobiety pistolety

 Wanda Filipkowska-Pełczyńska, Jadwiga Barthel de Weydenthal, Maria Stodolska- Krzewska wszystkie pracowały jako wywiadowczynie i nierzadko też były oddziałach lotnych odpowiedzialnych z akcje dywersyjno-sabotażowe. Maria Stodolska według przełożonych z POW „oddaje się całkowicie powierzonym jej zadaniom, wykazując niejednokrotnie wybitne męstwo, zimną krew, niestrudzoną energię i niezłomny hart ducha”. Była technikiem w OL i dostarczała materiały wybuchowe, broń oraz amunicję  potrzebną do akcji. To od niej zależało powodzenie każdej akcji. Stodolska wsławiła się również tym, że z zagrożonego mieszkania będącego pod obserwacją tajnych służb carskich wywiozła broń i materiały wybuchowe, a zrobiła to tak spokojnie i naturalnie, że nic nie podejrzewający rosyjscy szpicle pozwolili jej wolno przejść. Kiedy wstąpiła do POW w 1915 r. miała zaledwie 19 lat.

 

 

 

 

Wanda Piekarska po specjalistycznym wojskowym przeszkoleniu również zasiliła szeregi elitarnego Oddziału Lotnego. W cywilu była kierowniczką Laboratorium Podlaskiej Wytwórni Samolotów w Białej Podlaskiej i słuchaczką Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kobieta z głową na karku, i to z jaką głową. Miała za sobą 2 lata na uniwersytecie w Bernie i 3 semestry Politechniki Warszawskiej, którą nie mogła ukończyć z powodów finansowych. Kilkukrotnie aresztowana wykonując zadania wywiadowcze, zawsze potrafiła wyjść cało z największych opresji. „Pełznąc miedzy liniami okopów nieprzyjacielskich, złapana przez Austriaków zachowuje się z godnością i odmawia złożenia raportu wywiadowczego, który donosi do Sztabu I Brygady”. To w roku 1914. W 1915 r. jest już w Warszawie i pracuje dla Komendy Naczelnej POW wykonując niebezpieczne zadania. Przewozi materiały wybuchowe z Kijowa do Warszawy. Unika aresztowania dzięki niezwykłej odwadze i opanowaniu. I tak wielokrotnie. Uciekała Rosjanom i Austriakom.

Skany raportu KN-3

 


W tajnej służbie

 

Najlepsza siatka wywiadowczo-agenturalna była na Wschodzie, czyli tam, gdzie istniało największe zagrożenie na dekonspirację. Najlepsze wywiadowczynie pracowały w KN-3, czyli w komórce wywiadu, która swoim zasięgiem obejmowała Ukrainę, Białoruś i Rosję. Do najlepszych wywiadowców należała młodziutka, bo niespełna 18-letnia Józefa z Michałowskich Lis-Błońska. Szkoliła innych i sama uczestniczy w ryzykownych akcjach. W szczegółowym opisie czynów, potrzebnym do wniosku przyznania Virtuti Militari napisano, że Józefa będąc  na Białorusi, pracowała w najcięższych warunkach wzmożonej czujności rosyjskiej policji tajnej. Do jednych z jej zadań należało przechowywanie podręcznego archiwum do raportów wywiadowczych i polską maszyny do pisania. Za mniejsze przewinienia dostawało się karę śmierci. Jej praca była arcyważna, bowiem tylko raporty przepisane na maszynie, po zastosowaniu pewnych konspiracyjnych środków mogły być wysyłane za front. Po aresztowaniu jej ojca i brata, Michałowska była pod ciągłą obserwacją i mogła w każdej chwili wpaść w łapy ochrany. Pomimo zagrożenia, udzielała nadal schronienia w swoim domu tropionym członkom POW.

  

Jej największym wyczynem było przedostanie się na ochotnika do twierdzy Bobrujsk będącej wówczas w stanie oblężenia. W twierdzy trzymano komendanta Żywego. Zadaniem Józefy było nawiązanie z nim łączności. Kiedy próby przekupienia strażników nie dały rezultatów, „prawie na ich oczach podpala więzienie i spostrzeżona przez nich ucieka pod gradem kul i po 100 km pada z wyczerpania już na terenie wojsk własnych”.

Piękne życiorysy

Co robi nauczycielka, a potem szacowna pani dyrektor gimnazjum w szeregach komórki terrorystycznej POW? Losy Zofii Szturm de Sztrem to gotowy scenariusz filmu akcji. Urodzona w Petersburgu w rodzinie inteligenckiej, tam kończy studia na Wydziale Matematyczno-fizycznym jednocześnie należąc do wielu polskich niepodległościowych organizacji, w tym do Związku Walki Czynnej, nieco później do Związku Strzeleckiego i POW, w której była od początku. Pełniła funkcję kierowniczki Sekcji Rynsztunkowej, a więc była odpowiedzialna za przechowywanie broni i amunicji. Później trafiała do OL jako technik i kurierka. Przewozi raporty potem materiały wybuchowe i broń. Pod jej pieczą były składy materiałów wybuchowych OL Warszawa. Krąży między Warszawą, Petersburgiem, Moskwą i Kijowem. Praca niebezpieczna i wyczerpująca, a jakby tego było mało, zostaje mianowana szefem sekcji paszportowej. W swoim mieszkaniu prócz broni i amunicji przechowuje paszporty, listy adresowe, szyfry oraz pieczątki OL Okręgu Lubelskiego. Zadencjunowana nie traci głowy w czasie rewizji. Pomaga jej przypadek. Otóż Rosjanie pomyłkowo rozpoczynają rewizję w mieszkaniu obok, co Zofii daje czas na wyniesienie kompromitujących materiałów. We wniosku odznaczeniowym czytamy, że „dzięki niezwykłej odwadze, zimnej krwi oraz spokoju i męstwu w zachowaniu się i decyzji z bronią w ręku próba powyższa powiodła się i ratuje w ten sposób szereg dokumentów adresowych, szyfrowych, pieczęci…”

  

Kolejny piękny życiorys należał do Marii Korniłłowicz-Strońskiej, która również uhonorowana została najwyższym wojskowym orderem. Jak większość ochotniczek POW, Maria pochodzi z rodziny inteligenckiej o tradycjach niepodległościowych. Jest wykształconą młodą kobietą, która swoje życie związała z walką o niepodległość. Maria kierowała placówką wywiadowczą POW w Radomiu, następnie zostaje komendantką oddziału wywiadowczego w Okręgu Wileńskim oraz komendantką krakowskiego OŻ. Wielokrotnie przejeżdżała przez front. Między 1918 a 1919 r. służyła w 2 kompanii 5 ppLeg. Rok później prowadziła pracę wywiadowczą na rzecz powstańców śląskich. We wniosku o przyznanie Virtuti Militari pisano o jej szalonej wprost odwadze i przytomności umysłu. Aby wypełnić powierzoną jej misję, podaje się za żonę wysokiego oficera rosyjskiego i w ten sposób zdobywa potrzebne informacje. Kiedy carska Ochrana w końcu zdołała rozszyfrować jej tożsamość, Maria nie ukrywa się lecz pod zmienionym nazwiskiem działa nadal. Była wywiadowczynią „ogromnej odwagi, inicjatywy i męstwa – świetny przykład rzadko spotykanego brawurowego męstwa żołnierskiego”.

Już w niepodległej Polsce skończyła Wydział Filozoficzny na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem jeszcze był Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie.

   

Zofia, Anna, Wanda …

Do zadań Zofii Łazowskiej należała opieka nad Polakami,  którzy przeszli przez piekło bolszewickich więzień i ukraińskiego terroru. Zadaniu temu oddała się bez reszty. Aresztowana w początku 1920 r. po ciężkim śledztwie została rozstrzelana w Winnicy. Również tragicznie zakończyło się życie młodziutkiej Anny Węgrzynowskiej ochotniczki z Odessy. Anna była córką Bronisława Węgrzynowskiego kapitana marynarki, który z rodziną osiadł w czarnomorskim kurorcie. Anna już od najmłodszych lata zdradzała zdolności malarskie, toteż po skończeniu odeskiego gimnazjum wybrała szkołę malarstwa i rysunku. Wstąpiła do POW i rozpoczęła pracę w wywiadzie. Wpadła podczas wykonywania zadania. Została złapana, kiedy pod stołem notowała słowa debatujących bolszewików. Zapłaciła za to cenę najwyższą. Rozstrzelano ją, dwójkę jej sióstr i matkę. Za swoją pełną poświęcenia postawę została pośmiertnie odznaczona orderem Virtuti Militari.

Inną, nie mniej piękną kartę zapisała w historii Maria Pigłowska. On również zajmowała się ciemiężonymi Polakami. Jej zadaniem było wyszukiwanie wśród jeńców byłych legionistów, i objęcie ich pomocą materialną, a kiedy nadarzy się okazja ułatwić im ucieczkę. Pigłowska prowadziła pensjonat, w którym przechowywała uciekinierów. Była niesamowicie odważna i oddana sprawie oddając pokoje pensjonatu na konspiracyjną kwaterę POW, w której odbywały się wykłady wojskowe i kursy radiotelegraficzne. W uzasadnieniu wniosku o przyznanie Virtuti Militari czytamy, że w jej pensjonacie „mieściła się Komenda Placu, etap kurierów, skład broni i amunicji, kryjówka dla licznych peowiaków i legionistów i szpitalik dla chorych. Ukrywali się tam uciekinierzy z więzienia i zamachowcy”. Pigłowska również była kurierkę i kilkukrotnie wraz z córką przechodziła przez front. Uczestniczyła w III powstaniu śląskim kierując czołówką opatrunkowo-żywnościową przy I Dywizji Leg.

 

Stefania Kudelska o kilka lat była starsza od innych ochotniczek. Warszawianka wyjeżdża na studia do Krakowa jednak wybuch I wojny światowej nie pozwolił jej ich ukończyć. Jeszcze w Warszawie zdążyła ukończyć kurs Towarzystwa Krzewienia Nauki oraz słynnych Wyższych Żeńskich Kursów Pedagogicznych Leonii Rudzkiej. Do czasu wstąpienia w szeregi POW pracowała jako nauczycielka szkół średnich. Działała w PPS, nieco później w Związku Strzeleckim. Wywiadowczyni w I Brygadzie. Pod koniec 1914 r. aresztowana przez Rosjan. W połowie roku 1915 zaciąga się do Oddziału Lotnego POW jednocześnie udzielając się  w Lidze Kobiet i Kole Pomocy dla Legionistów. Jest komendantką Oddziału Żeńskiego i wytrawnym wywiadowcą. Bierze udział w rozbrajaniu Niemców. Od października 1919 r. pełni funkcję kierowniczki zafrontowej placówki wywiadowczej w Płoskirowie oraz komendantki Okręgu Płoskirowskiego POW Wschód. Od 1920 r. w stopniu podporucznika pracuje w Ekspozyturze V Oddz. II Naczelnego Dowództwa we Lwowie. 

Jej zasługami można by obdzielić parę osób. Czterokrotnie odznaczona Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości z Mieczami, srebrnym Krzyżem Zasługi oraz uhonorowana Virtuti Militari.

Od terrorystki do posłanki II RP

Halina Chełmicka-Jaroszewiczowa zaczynała w Oddziale Bojowym PPS i Związku Strzeleckim. Jej życiorys to również gotowy scenariusz filmowy. Panna z ziemiańskiej rodziny z tradycjami patriotycznymi. Przebyła długą drogę od komórki terrorystycznej PPS do ławy poselskiej na Wiejskiej. A jeszcze praca w Oddziale Lotnym POW, w którym była kurierką, wywiadowczynią, kolporterką wydawnictw, magazynierką broni i materiałów wybuchowych.

Uzasadniając wniosek o przyznanie jej krzyża Virtuti Militari pisano, że „nie było dla niej rzeczy małej albo wielkiej, trudnej lub łatwej, przyjemnej lub przykrej – o ile spełnić jej należało jako rozkaz Komendy … nie cofała się przed żadnym niebezpieczeństwem… Wybitne męstwo wykazała w akcji lubartowskiej, w której została wyznaczona do bardzo niebezpiecznej i odpowiedzialnej roboty, a mianowicie do niej należało zgromadzenie broni, materiałów wybuchowych środków opatrunkowych na miejscu akcji (…) a podczas niebezpiecznego odwrotu wykazała niespożyty hart ducha, zimną krew i niczym niezachwiane męstwo.

W marcu 1915 zostaje aresztowana i wywieziona do Rosji. Wypuszczona za kaucją, przez Helsinki wraca do kraju i nadal działa w POW. W latach dwudziestych XX wieku działała m.in. w Polskim Białym Krzyżu, w Stowarzyszeniu Rodzina Wojskowa i Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet, w którym jest wiceprzewodniczącą.

 

Mickiewicz byłby dumny …

Teresa Zanowa pochodziła z ziemiańskiej rodziny o tradycjach patriotycznych. Wśród swoich antenatów miała Dowgiałłów, Biegańskich, Potockich i Waysenhofów – rody zasłużone dla Polski. Jej mężem był wnuk filarety „Promienistego” przyjaciela Mickiewicza. Już podczas I wojny światowej dała się poznać jako oddana i pełna poświęcenia siostra w szpitalu przy 3 dywizji gen. Iwaszkiewicza.

Zanowa była bardzo aktywną działaczką POW na Kowieńszczyźnie. We wniosku odznaczeniowym do Virtuti Militari czytamy, że „z wielką odwagą i narażeniem własnej osoby prowadziła pracę wywiadowczo-agitacyjną. Kiedy aresztowano kilku członków kowieńskiego POW roztoczyła nad nimi opiekę, przesyłając do więzienia jedzenie, pieniądze i inne niezbędne rzeczy. Była inwigilowana, a jej majątek był pod ścisłą obserwacją litewskiej policji. „Poddawana kilkukrotnej rewizji przez władze kowieńskie zawsze umiała zatrzeć wszelkie ślady pracy konspiracyjnej, przez co uchroniła też od aresztu wielu innych członków [POW] – tak pisano o jej zasługach we wspomnianym już wniosku podkreślając jej „wybitną” odwagę i „dużo zimnej krwi”. Wsławiła się ukrywając w swoim majątku Dukszty grupę oficerów polskich, którzy uciekali z litewskiego obozu internowania. Nie bacząc na to że naraża swoją rodzinę i ryzykuje konfiskatą majątku przechowywała oficerów karmiąc ich i lecząc, a potem zorganizowała dla nich lewe papiery i przewodnika, który przeprowadził ich nielegalnie przez granicę do Polski. Teresa Zanowa do pracy w POW wciągnęła swoją nieletnią córkę oraz syna, który podczas II wojny światowej działał w AK wykonując wiele niebezpiecznych misji.

  

I na koniec opowieści o bohaterskich peowiaczkach jeszcze jeden życiorys wart filmu. Życiorys nietuzinkowy Haliny Dybczyńskiej-Niezbrzyckiej mógłby także posłużyć za kanwę książki o asach wywiadu II RP. Halina urodziła się w Niemirowie na Podolu i od dziecka była świadkiem konfliktów jakie raz po raz wybuchały między Polakami a mniejszościami narodowymi. Ta wiedza przydała się jej w jej późniejszej pracy. Należała do głębokiego wywiadu POW i była jednym z najlepszych agentów. Dziewczyna pistolet.

W 1920 r. aresztowana przez Czeka zdążyła zniszczyć szyfry oraz raporty wywiadowcze, a poddawana kilkumiesięcznym ciężkim torturom do niczego się nie przyznała i nie wydała nikogo z organizacji. Została skazana kilkakrotnie na śmierć. Przesiedziała w sowieckim więzieniu prawie dwa lata, po czym wróciła do Polski wymieniona na wyższych oficerów rosyjskich znajdujących się w polskiej niewoli. Nieugięta i odważna do granic ludzkiej wytrzymałości. Prywatnie była żoną „dwójkarza” i to nie byle jakiego, bo kpt. Jana Niezbrzyckiego, asa wywiadu, a w wolnej Polsce szefa Referatu „Wschód” speca od stosunków polsko-rosyjskich.

  

 

Kobiety POW. Siłaczki. Silne i niezależne. Za swoje brawurowe czyny kilka z nich zostało odznaczonych najwyższym wojskowym orderem Virtuti Militari. Dzięki nim sieć placówek wywiadowczych POW była prowadzona wzorowo i tym sposobem ustrzegała się od dekonspiracji. Wierzyły w niepodległość i o niepodległość walczyły, a po jej odzyskaniu włączyły się natychmiast z marszu w budowę fundamentów Niepodległej. Odegrały ważną rolę w kształtowaniu się odrodzonego państwa polskiego, a i później nie brakowało ich w  szeregach AK. Brały tak jak Stefania Kudelska i Stanisława Kuszelewska-Rayska udział w powstaniu warszawskim, i jak Wanda Piechowska przeszły z armią Andersa cały szlak bojowy.

Kurierki, wywiadowczynie, instruktorki i konstruktorki materiałów wybuchowych. Były solą pierwszej polskiej armii podziemnej. Były gotowe na wszystko byle by wykonać zadanie czy powierzoną im misję.

Zapomniane przez historię i współczesnych. 

Jeszcze o Oddziale Żeńskim

Od początku istnienia POW było w niej miejsce dla kobiet.  Powstał Oddział Żeński, którego pierwszą komendantką została Maria Kwiatkowska-Stefanowska, później Jadwiga Barthel de Weydenthal i w końcu Maria Gieysztor. Kwiatkowska-Stefanowska ps. Ella dała się poznać jako energiczna i wymagająca szefowa. W opiniach o czytamy, że była „duszą środowiska warszawskiej organizacji i w najtrudniejszych momentach potrafiła podtrzymać na duchu słabszych, a zorganizowana przez nią pomoc techniczna pozwala Komendzie Naczelnej zachować całkowita konspirację i ujść z rąk policji rosyjskiej”. Ella brała udział w przygotowaniach każdej akcji przeprowadzonych na tyłach rosyjskich, nie cofając się także przed ich wykonaniem, jak to miało miejsce w przededniu opuszczenia Warszawy przez wojska rosyjskie, gdy sama pracowała w najtrudniejszych warunkach konspiracji przygotowując materiały wybuchowe dla warszawskiego Oddziału Lotnego. Do zadań Komendantki OŻ należało również dostarczanie kurierek, wywiadowczyń i pracowników technicznych. Brała udział w wyszkoleniu bojowym jak i wywiadowczym ochotniczek.

   

Spece od służb specjalnych

Wywiadem POW kierował Konrad Libicki ps. Bujno, (poseł II RP i minister pełnomocny w Tallinie), po nim ppr. Ignacy Boerner (późniejszy pułkownik i minister poczt i telegrafów). Obaj korzystali z pomocy Oddziału Żeńskiego kierowanego przez Kwiatkowską-Stefanowską.  W OŻ po pewnym czasie powstaje sekcja wywiadowcza, którą prowadziła Irena Wasiutyńska ps. Sowa, następnie Jadwiga Barthel de Weydenthal ps. Brzeska. Sekcję zasilały najbardziej zaufane, wypróbowane i przeszkolone pod względem wojskowym oraz wywiadowczym peowiaczki. Dzięki specjalistycznym kursom i różnego typu szkoleniom, w których uczestniczyli agenci, służby specjalne oddały organizacji nieocenione usługi. Dzięki nim mogła rozwijać się działalność dywersyjna oddziałów lotnych, ponieważ przed każdą akcją musiało być przeprowadzone szczegółowe rozeznanie obiektu, terenu i miejsca akcji oraz możliwość wycofania się. Rozeznaniem zazwyczaj zajmowały się ochotniczki z sekcji wywiadowczych. Były skrupulatne i dokładne. Nie bały się ryzyka. Wszechstronność pełnionych przez nie służb była ogromna. Poświęcenie, ideowość i gotowość do walki nierzadko większa niż u towarzyszy z szeregów.

28 listopada 1918 r. kobiety w Polsce jako 5 w Europie uzyskały prawa wyborcze. Nie tylko mogły brać udział w wyborach ale także starać się o mandat poselski i senatorski. Zofia Berbecka, Halina Jaroszewiczowa, Stefania Kudelska, Władysława Macieszyna czy Julia Kratowska wcześniej działaczki POW w niepodległej Polsce tworzyły zręby sejmu i senatu.

Po rozwiązaniu struktur POW jesienią 1918 r., peowiaczki założyły w 1919 r. organizację zwaną Pomoc Żołnierzowi Polskiemu. Zrzeszały się w różnych stowarzyszeniach społeczno-charytatywnych. Organizowały szkolnictwo polskie i działały na niwie kulturalno-oświatowej.

Kobiety z POW. Przetarły szlak dla ochotniczek z Ochotniczej Legii Kobiet, konspiratorek z Armii Krajowej, Organizacji Orła Białego, Związku Odbudowy Rzeczypospolitej czy Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet, tak jak dla nich przetarły ochotniczki z Oddziału Bojowego PPS i Związków Strzeleckich.